![]() CD- ACTION nr 6/96 - Listopad 1996 Krzysiek Kaliszewski Gdzie mieszka sowa? Nauka czytania to pierwszy problem, z którym spotyka się dziecko w trakcie edukacji. Zapewne każdy pamięta, jak z ogromną tremą usiłował odczytać napisy głoszące, że Ala ma kota i tym podobne odkrywcze stwierdzenia. Na szczęście obecnie młode pokolenie nie ma już takich problemów, no przynajmniej może ich uniknąć. Od czego programy edukacyjne?
Moje pierwsze ABC spełnia rolę klasycznego elementarza posiadając dodatkowo kilka ciekawych możliwości. Jak przystało na elementarz, program przede wszystkim uczy liter. Na planszy tytułowej jedzie zabawny pociąg. Każdy jego wagon symbolizuje jedną literę. Pociąg podróżuje po krainie abecadła, każdy z jego pasażerów - literki - zabrał w drogę ulubione wyrazy. Kolory krainy liter są ładnie dobrane - wygląd programu powinien spodobać się każdemu dziecku. Oczywiście: jak multimedia to na całego. Każdy element ekranu, z którym można coś zrobić, wywołuje komentarz lektora, gdy najedziemy na niego myszą (na element, nie na lektora), a także zwiększa się lub zmienia jego kształt. Gwoli informacji dodam, że aby wyjść z programu, należy "depnąć" na zającu, który w odpowiedzi postawi uszy. Po wybraniu określonej literki można przejść do właściwego menu. I tutaj program ujawnia swoje możliwości. Na ekranie pokazuje się obrazek z rozmieszczonymi na nim stworzeniami i przedmiotami rozpoczynającymi się na daną literę. Oczywiście nie są one samotne - tło uzupełnia utrzymana w pastelowej kolorystyce sceneria. Po najechaniu myszą na dany przedmiot tradycyjnie odezwie się lektor, swoją drogą bardzo dobry - żadne dziecko nie powinno mieć kłopotów ze zrozumieniem jego słów - to bardzo ważny szczegół. Każdy element okraszony komentarzem ma swoje własne menu, w którym czekają związane z nim (na supeł) zadania. Menu to zajmujący większość ekranu telewizor (bez reklam! Hurra!), w którym zamiast przycisków znajdują się poszczególne opcje. I tak: pierwsza z nich to tablica. Przedstawia kształt dużej i małej litery. Druga to kamera (dziewięć milimetrów, ogień ciągły i pojedynczy). Nie symbolizuje ona filmu, lecz animacje, naprawdę ładnie zrobione, aczkolwiek trochę zbyt krótkie. Zastanawiam się czy nie prościej i zabawniej byłoby wstawić w to miejsce klasyczne animacje, znane z telewizyjnych kreskówek, przedstawiające jakieś historie - ale to tylko taka uwaga na boku. Kolejną opcją jest aparat fotograficzny. Tu można obejrzeć zdjęcia dotyczące danego przedmiotu lub postaci. Ostatnia pozycja telewizorka to ćwiczenia. W tym miejscu możemy pobawić się w układankę, kolorowanie obrazków czy prosty quiz, rozwijający wyobraźnię dziecka np. porównywanie dwóch pozornie takich samych obrazków (dodam tylko, że pokolorowany przeze mnie smok sprawiał wrażenie naćpanego daltonisty, ale żadne dziecko nie powinno mieć z tą czynnością problemu - kolorowaniem rzecz jasna). W trakcie rozwiązywania zadań, dostępne jest menu składające się z czterech kredek, które wysuwają się po najechaniu na nie myszą - kliknięcie oznacza wybranie danej opcji. Generalnie jest to dobry system, ale jeden szczegół potrafi zdenerwować: jazda kursorem w bliższej okolicy wszystkich kredek może zakończyć się serią nakładających się na siebie urywanych komunikatów (a nie "kredkolizą", jak twierdzi pewien mój niezorientowany w temacie kolega, profesor). Praktycznie nie dałoby się zrobić tego w inny sposób, i nie będę się czepiał (robię to w domu na haku), ale mimo to denerwuje. Poza telewizorem jest jeszcze kilka dodatkowych opcji. Wyraz, którego dotyczy plansza może być przesylabizowany (poszczególne sylaby są na bieżąco podświetlane i odczytywane przez lektora - tak, tego samego). Lokomotywa oznacza cofnięcie się do poprzedniego ekranu, a po lewej stronie zawsze umieszczone są duża i mała litera, które dotyczą aktualnie wykonywanego ćwiczenia. Formuła programu jest bardzo dobra, choć nie dorównuje jeszcze rozmachem produkcji swoim zachodnim odpowiednikom. Mnóstwo animacji, głosu i dźwięku pomyślanego tak, aby spodobał się dzieciom daje efektowne, przyjemne wrażenia. Ćwiczenia dobrano tak, by bawiły spełniając jednocześnie rolę edukacyjną. O ile dobrze pamiętam jakie możliwości posiadałem mając sześc. lat, to zadania mają dobrze wyważony stopień trudności. Nie należy zapominać, że dziecko zawsze chce czuć się starsze niż jest, przez co bardziej infantylne ćwiczenia mogłyby zniechęcić je do programu. Natomiast dzięki odpowiedniemu zestawowi, program nie sprawia wrażenia nie lubianego nauczyciela. Jedyne czego brakuje, to pomocy w nagłych wypadkach. Co prawda w trakcie rozwiązywania zadań jedna z kredek oznaczona jest symbolem i komentarzem "pomoc" ale ku mojemu zdziwieniu, jej użycie powoduje powtórzenie przez lektora celu ćwiczenia. Ogólnie wszystkie opcje robią dobre wrażenie, za wyjątkiem przeglądania zdjęć: tzn. zdjęcia same w sobie są OK., ale odgłos wydobywający się przy ich przełączaniu, a mający imitować trzaskanie flesza, przypomina raczej zacinającego się kałasznikowa. Inne efekty dźwiękowe są natomiast bez zarzutów. W sumie Moje Pierwsze ABC to bardzo dobry program, z powodzeniem zastępujący tradycyjne elementarze (te z nieszczęsną Alą i kotem). Dobrze, że twórcy nie pokusili się o proste przeniesienie na krążek jednego z tzw. "podręczników" w tradycyjnej formie, bowiem indywidualnie, w pewnych przypadkach nowatorskie pomysły wprowadzają trochę świeżego spojrzenia na dziecięcą edukację - coś, co z pozoru aż prowokuje do rozmaitych pomysłów, a w ostateczności ogranicza się do błędnego koła Eli i Asa. Duże brawa i oby tak dalej. Uwaga: do programu dołączona jest ankieta, po wypełnieniu i wysłaniu której możemy zakupić pełną wersję z dziesięcioprocentowym rabatem. W tym numerze CDA znajdziecie też kolejny program z tej samej serii co Moje Pierwsze ABC, czyli multimedialną bajkę pt. Sekrety króla. |